Zaznacz stronę

Zawodowy komik powie wam, że humor pochodzi z niespodziewanego połączenia dwóch elementów. Przynajmniej kilku projektantów planszówek również to wie.

Jeżeli graliście w Smallworlda, to przynajmniej raz musiała doprowadzić was do śmiechu absurdalność Latających Trytonów, Konnych Olbrzymów albo Żeglujących Trolli. Jeżeli graliście w Smash Upa, to nie jest wam obca głupawka przy prowadzeniu Dinozaurów Zombie albo Kosmitów Ninja. Jeżeli graliście w Epic Spell Wars Of The Battle Wizards: Duel At Mt. Skullzfyre… to wiecie o co chodzi.

Właściwie każdy generator losowy, prędzej czy później wygeneruje coś zupełnie komicznego, jak Boska Zbroja Płytowa Wieloryba w Diablo. Ale takie generatory to raczej radosne dodatki do gier, których treścią jest coś innego. Moje pytanie gdzieś na początku drogi brzmiało: „co gdyby zrobić całą grę, która polegałaby na generowaniu absurdalnych połączeń?”

Na warsztat wziąłem magiczne przedmioty, bo wydawały się najbardziej oczywistym wyborem. Gra otrzymała nazwę kodową „Battlecrafters” i miała opowiadać o kuźniach artefaktów. Wiele nie trzeba by zrobić zabawny artefakt: Latający Miecz, Wampiryczny Młot, Bomba Bogactwa. Humor rodził się sam, potrzebne były tylko zasady.

Akurat zakupiłem wtedy „Imperium w 8-minut” i byłem zafascynowany formułą małych skondensowanych gier. Podkradłem z niego niewinnie tor z kart i wybieranie ich za pieniądze. W „Imperium” karty zawsze układaliśmy na sobie typami, żeby łatwo było je policzyć. To natchnęło mnie, żeby podobnie układać na sobie przedmioty i zaklęcia. Początkowo to było tyle. 1) Połącz zaklęcie i przedmiot, 2) użyj go do czegoś albo 3) przekuj lub zaklnij w coś innego, 4)…, 5) profit.

Szybko okazało się, że brakowało w tym pola manewru do różnicowania przedmiotów i jakiegoś nadrzędnego celu. Dodałem potwory opisane dwoma statystykami: życie i nagroda. Teraz była to gra o pokonywaniu potworów. Cel stał się jaśniejszy, ale gra była bardzo jednowymiarowa. Z braku inwencji twórczej i czasu „Battlecrafters” trafiło do szuflady na jakiś rok.

W międzyczasie odkryłem karciankę Android: Netrunner, grę którą ubóstwiam wręcz – jest dla mnie magnum opus designu (kto gra w ANR zrozumie żart). Odkąd zagrałem w nią zacząłem myśleć o grach w zupełnie nowy sposób. Tak jak analizuje się karty do Netrunnera – szukając w nich punktów równowagi i wąskich gardeł, wokół których można budować talię. I dopiero, gdy odgrzebałem „Battlecrafters” i spojrzałem na nią przez tę soczewkę, zakochałem się we własnej grze na nowo.

Pomyślałem, że to może być gra nie tylko śmieszna, ale także sprytna. I o tym będzie kolejny wpis.